The Magician's Apprentice - czyli co sądzę, o pierwszym odcinku dziewiątego sezonu Doctora.

 Nadeszła jesień i przyniosła szkołę, brak czasu, piękne widoki za oknem, ale i powroty moich ukochanych seriali, których nienawidzę. Tak na dobrą sprawę, dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Doctor znowu w T.A.R.D.I.S., agenci na posterunku szukając Inhumans, a Flash znów broni Central City! Krótko mówiąc - nudzić się nie będę. Postanowiłam wstawiać moje krótkie recenzje. Chciałabym, żeby były odcinkowe...  Tak więc na tapetę bierzemy Ucznia Czarownika i lecimy z tym koksem!
 Doctor... Niby ten sam, a jednak inny. No, ale od początku! Cały sezon zaczyna się tak... filmowo. Zupełnie nowa jakość i poziom. Jesteśmy na wojnie. Nie do końca wiemy jakiej. Małe dziecko się zgubiło, ma może 10 lat? Jest sam. Kompletnie. I nagle wchodzi na "bombę". Z ziemi wyłaniają się dłonie z oczami, a on się nie może ruszyć. Na odsiecz przybywa Doctor, oddaje mu swój soniczny śrubokręt i... dowiaduje się, że chłopczyk ma na imię Davros. Dalej jest czołówka. Ktoś ciągle szuka Doctora, a Missy się odnajduje(Oh Missy, you're so fine...). Generalnie historia jest świeża i pełna tajemniczego uroku.
 Powrót Missy jest cudowny! To w jaki sposób powróciła i przy okazji ukazała Clarę... Ach, och, ich. Jest teksty są genialne - jej postać dostarcza powiewu energii i świeżości. Sprawia, że historia jeszcze bardziej nas wciąga i mamy niedosyt - czego nie doświadczyłam w ósmym sezonie.
 Historia wprowadza coś nowego, a konkretnie Skaro. Skaro powraca. Dalekowie powracają by zabijać tym razem, na swej ojczystej planecie. Nowe informacje o Dalekach, nowe "potwory", nowe oblicze starego Doctora. Steven Moffat ponownie zaskoczył nas swoją oryginalnością! Dostałam coś, na czego czekałam od siódmego sezonu czyli odcinek, który oglądam z napięciem i zaciekawieniem. Niestety Moffat nie mógł po prostu, hmmm, no nie wiem, nie zabijać nikogo. Musiał. Po prostu nie mógł. On uwielbia trollować swoje fandomy. Popadł w jakiś nałóg.
 Mamy, niestety, również minusy tej opowieści. Nie mówię tu o kolejnej rzeźni bohaterów. Powracający, już nużący wątek śmierci Doctora. Tym razem już nieźle dali popalić - nasz główny bohater napisał testament! To była całkiem ciekawa sprawa, ale jak zwykle, urwana. Zaczynam mieć dość nawrotów tego tematu - ten pomysł trwa od odejścia Tennanta, czyli dosyć długo już. Być może się mylę, ale Smith idealnie to pociągnął i co chwilę "umierał". Nie mam racji? Szkoda tylko, że pociągnął za sobą tylu cudownych bohaterów...
 Opowieść się przerywa w okropnym momencie. W pierwszym momencie byłam w szoku. To nie prawda - pomyślałam. Już wtedy łzy zaczęły mi napływać do oczu. Nie minęło 10 sekund, kiedy ryczałam i miałam ochotę zabić Moffata. Może i dał nam naszych ulubionych bohaterów, ale są dla niego tylko zabawkami! "Czasami mam wrażenie, że Moffat przychodzi do domu i zaczyna się zastanawiać, co może przerazić dzieci" - słowa aktora dziesiątego wcielenia.
 Sezon zaczął się wspaniale, tylko czekać na więcej. Mogę pogratulować historii. Zapraszam wszystkich Whovianów do podzielenia się ze mną zdaniem, na ten temat. Co sądzicie o nowym sezonie?
 Do napisania, do przeczytania.

Previous
Next Post »

4 komentarze

Write komentarze
Dark Diary
AUTHOR
8 października 2015 23:02 delete

Jejku tyle myślalam zeby zacząc ten serial... Jeszcze się do tego nie zabrałam >.<

Reply
avatar
Cynka7
AUTHOR
10 października 2015 16:28 delete

Proponuje znaleźć sobie dzień wolnego, żeby zacząć. Odcinek za odcinek i się nie obejrzysz, a już będziesz miała za sobą pierwszy sezon. Zobaczysz! :D

Reply
avatar
11 października 2015 18:46 delete

Nie znam tego serialu, ale zaraz zacznę szukać pierwszego sezonu w internecie :)
Pozdrawiam :)

Reply
avatar
Cynka7
AUTHOR
12 października 2015 19:30 delete

Ooo, tak! Polecam w 100%! Nie zraź się tylko jakością lub poziomem efektów specjalnych... może trochę dołować, a po kilkukrotnym podejściu dają się znieść! :D
Dziękuję i również pozdrawiam ^^

Reply
avatar