Muzyka, śmiech, a w tle romans.

 Czego chcieć więcej? Mash-upy, przystojniaki i mnóstwo zabawnych tekstów - recenzja Pitch Perfect 2! Nic więcej nie trzeba tutaj mówić. To po prostu kontynuacja mojego kochanego Pitch Perfect. Film mija szybko, co jest jego zaletą. Z jednej strony lepszy, ale z drugiej odejmuje sobie trochę od oceny. Która strona to która i czemu go oceniam tak, a nie inaczej? Odkąd obejrzałam ten film stałam się wielką fanką muzyki a capella. Myślę, że ten film świetnie przekonuje do tego typu muzyki, co zrobił świetnie w moim wypadku.
 Film ma bardzo podobną strukturę, do swojego poprzednika(Pitch Perfect), a w zasadzie prawie identyczną. Co mam na myśli? Jeden - nieudany występ. Dwa - zgubienie brzmienia. Trzy - odnalezienie brzmienia. I cztery - finał. Powracamy do Stanów na Barden University. Od wydarzeń z pierwszej części minęły trzy lata, co oznacza dwie rzeczy: dziewczyny są trzykrotnymi mistrzyniami i... kończą studia. Film zaczyna się występem Barden Bellas dla prezydenta w dniu jego urodzin. Niestety naszym słowikom podwinęła się noga. Oprócz wstydu przed całym krajem dziewczyny muszą się pogodzić z zakazem wzięcia udziału w etapie szkolnym Mistrzostw A Capella, co automatycznie eliminuje je z pozostałych etapów. Oczywiście zawsze jest jakaś luka, choć trudno będzie zdobyć cel, jaki sobie obrały.
 Dobra, zaczynamy od plusów. Das Sound Machine. Niemcka grupa a capella. Jejku... Ich głosy mash-upy piękne, a gust muzyczny "dziwnie znajomy", if you know what I mean. Tak jak nie lubię niemieckiego akcentu, tak w filmie mnie urzekł. I podczas piosenek i kiedy mówili po angielsku - to było takie słodkie! Mają genialne riposty. W każdym momencie. Są ciekawym dodatkiem do fabuły, czymś ciekawym i nowym. No i są niestety idealni w prawie każdym calu. Co ja gadam... Cali są idealni. Jeśli obejrzysz ten film, też to przyznasz.
 Kolejny wielki plus tego filmu, a konkretnie - rzeźnia. Słodka, kochana, cudowna rzeźnia. Już w pierwszej części zauroczyłam się tą sceną. W drugiej... Mogę śmiało powiedzieć, że się zakochałam. Zestawienie piosenek i ich połączenie... O matko, uwielbiam! Mogę zagwarantować, że przynajmniej jedna kategoria będzie chodziła Ci po głowie. Bądź chociaż jedna piosenka. Elizabeth bardzo chciała, żeby kategorie były różnorodne i udało jej się to. Rzeźnia jest zwieńczeniem filmu. Idealnie się
wpasowuje w klimat, różnorodność nie tylko piosenek, ale i grup powala z każdym odtworzeniem tej sceny. Same przejścia z jednej nuty, do drugiej, podkłady tworzone na żywo z pomocą strun głosowych, jadowita wręcz rywalizacji i nienormalny konferansjer. Cóż więcej trzeba?
 Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Chwila, wiem! Występ finałowy. Kolejne zapożyczenia z poprzedniej części - w finale użyte piosenki, które mają duże znaczenie w samej fabule, i które idealnie się dopełniają. Jak zwykle nasze słowiki zaskoczyły prostotą i szaleństwem, tradycją i nowoczesnością. Występ finałowy jest wspaniały i idealnie podsumowuje cały film. Choć Das Sound Machine wymiata...
 Kolejny plus to Flashlight. Jessie J ponownie wykonała genialną robotę i idealnie wpasowała się w klimat filmu.

When tomorrow comes I'll be on my own. 
Feeling frightened of the things that I don't know.
When tomorrow comes, tomorrow comes,
tomorrow comes...

 Ajajaj. Teraz najgorsza część tego postu, czyli minusy. Niestety w filmie jest wiele niesmacznych i momentami wręcz ohydnych żartów. Częste nawiązanie do dah, dah, dah - jak to mówiła Sophie z Mamma Mii. W pierwszej części było to do zniesienia, w tej to zdecydowanie przesada i przy każdym kolejnym obejrzeniu tego filmu, coraz bardziej mnie to kuje w oczy.
 Myślę, że to już wszystko, jeżeli chodzi o ten twór Elizabeth. Zapraszam wszystkich do umilenia sobie czasu, oglądając tę produkcję, ale uwaga - może lepiej wpierw obejrzeć jego poprzednika, hmmm?
 Do przeczytania, do napisania. Życzcie mi powodzenia w gimnazjum, bo ledwo wyrabiam...
Previous
Next Post »

8 komentarze

Write komentarze
Arlandia
AUTHOR
5 października 2015 23:34 delete

Kiedyś przyjaciółka mi pokazała ten film, obejrzałam go potem 3 razy w ciągu tygodnia XD
Jestem bardziej przywiązana do pierwszej części, ale na dwójkę nie narzekam i w sumie nie wyłapałam tych minusów, co Ty, chociaż może te żarty...
Das Sound Machine chyba nawet FOB zaśpiewało, tak?

Reply
avatar
6 października 2015 00:06 delete

Nie oglądałam żadnej części, ale się do tego przymierzam ;) Ta piosenka Jessie J chodzi mi po głowie już dobre dwa tygodnie, mam nadzieję, że jeśli obejrzę film to da sobie spokój :D

Reply
avatar
UnderMare :3
AUTHOR
6 października 2015 16:11 delete

Już wiem co będę oglądała w najbliższy wolny weekend :D
Pozdrawiam :3
Mania z czytalam-czytam-przeczytam.blogspot.com

Reply
avatar
Cynka7
AUTHOR
6 października 2015 21:08 delete

Ja też wolę pierwszą, jest taka łagodna i słodziutka. Oraz sentymenatalna, mama z nią dobre skojarzenia. Tak, śpiewali! "My songs know what you did in the dark(Light 'em up)"! ♥ ♥

Reply
avatar
Cynka7
AUTHOR
6 października 2015 21:08 delete

Nie da. Będzie tylko gorzej...

Reply
avatar
Cynka7
AUTHOR
6 października 2015 21:11 delete

Ale pamiętaj - najpierw jedynka, obowiązkowo..!
A dziękuję ^^

Reply
avatar
Dark Diary
AUTHOR
8 października 2015 22:59 delete

Jedynka super! Do drugiej części jeszcze się nie zebrałam ale może niedługo ^^

Reply
avatar
Cynka7
AUTHOR
10 października 2015 16:29 delete

Jedynka była lepsza, ale drugiej bardzo mało brakuje! Nadrób jak najszybciej ;)

Reply
avatar