Przebudzenie nerdostwa

 -Tu-tu-tuu-tuuu-tu-tu-tu-tuu-tuuu-tu-tu-tu-tu-tu-tu-tu-tu-tuuuuuuuuu... - rozległo się nagle ze wszystkich stron sali. Ja też śpiewałam. Ekscytowałam się już wcześniej, ale z momentem pojawienia się napisów mój nerdgasm osiągnął zenitu. Napis Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy prawie mnie oślepił. Gdzie nie spojrzałam widziałam moją rodzinę. Moc płynie we krwi - pomyślałam. - Tak samo jak zamiłowanie do sci-fi.
 Na ekranie po kolei pojawiały się dobrze mi znane postaci. Widząc R2-D2, wszyscy wstaliśmy, mając na ustach okrzyki radości, tęsknoty, wzruszenia i Bóg wie czego jeszcze. W momencie pojawienia Hana Solo kilka krzeseł dalej popłynęła rzeka łez, okraszona westchnięciami kierowanymi do ekranu. Oho, stara miłość nie rdzewieje.. i przechodzi z pokolenia na pokolenie - oczy rozbłysły najjaśniejszym blaskiem również mi na widok Harrisona Forda.
 Na film przyszli tylko nerdzi i geecy tacy jak ja. O nie, nie, popularność tej serii dopadła też osoby , które wiedziały tylko tyle Darth Vader jest zły, a Leia jest księżniczką z kokami na głowie. Z przerażeniem słuchało się wypowiadanego szeptem (tzw. teatralnym w dodatku) pytania: A kto to ten Luke Sky... coś tam? Długo rozmyślałam nad tym czemu tacy ludzie idą na seans (w dodatku w dniu premiery!). Ostatecznie doszłam do dwóch wniosków: albo dlatego, że Star Wars'y są obecnie modne albo dlatego, że są wszędzie. Nie chodzi mi tylko o koszulki czy kubki. Wizerunki postaci są nawet na pomarańczach czy serkach. Kylo Ren stał się bardziej popularny niż Makłowicz w Tesco. 
Dzięki Bogu, a raczej Abrams'owi, Przebudzenie... nie opiera się tylko na wszystkim znanym motywie pokrewieństwa czy efektach specjalnych. W nagrodę za cierpliwość (bowiem czekaliśmy 15 lat ) dostaliśmy mieszankę dobra i zła. Disney postanowił zrobić coś innego. Ktoś pomyślał: Hej! Stwórzmy postać, która przyjdzie z Ciemnej Strony na Jasną!. BUM! Mamy Finna ( tego murzyna z plakatu). Wracając do sedna. Twórcy mogli chcieć nam przekazać cudowną i jakże głęboką myśl o tym, że w każdym z nas jest dobro... albo podarować miliony godzin poświęconych na wymyślaniu przez fanów miliardów różnych teorii.
 Jeśli Gwiezdne Wojny jeszcze Cię nie dosięgnęły, nie uciekaj. I tak ich popularność w końcu dopnie swego. Ja już jestem po Jasnej Stronie Mocy. (Nie wierzcie Sith'om, oni wcale nie maja ciasteczek). Moc jest we mnie silna. W Tobie też może, a kiedy raz wkroczysz w ten świat już nigdy nie wyjdziesz. Może to i lepiej, jeśli tego nie zrobisz. A wręcz zabraniam Ci w to wejść. Zostaną tulko konwenty, kreskówki, komiksy i tysiące godzin spędzonych na wyśmianiu teorii o Jar Jarze
. No cóż, Sith happens.
 No więc... To był felieton z nutką recenzji. Daj znać, czy się podobał i tak dalej. Ten post, mam nadzieję, otwiera najbardziej pracowity okres na blogu. Ostatnia notka miała dużą popularność, a ja właśnie wtedy zostałam bez komputera. Zamierzam to zrekompensować i do kwietnia nabić wyświetleń.
 Niech Moc będzie z Tobą i do przeczytania, do napisania!

Previous
Next Post »