Już tęsknię

 Pyrkon. Organizatorzy mówią, że to Festiwal Fantastyki. Ale czy tylko? Nie powiedziałabym...
Można też powiedzieć, że to festiwal komiksów, science-fiction, mangi oraz anime, gier (elektronicznych, indie jak i planszowych), kreskówek, ale także zlot YouTuberów, komiksiarzy czy pisarzy. Każdy znajdzie sobietam coś dla siebie.
 Zanim się tam ktokolwiek dostanie trzeba wystać swoje w tzw. „kolejkonie” - bo każda kolejka jest jak osobny konwent. Czekając na przykład na autograf, można nie tylko poznać nowych ludzi, ale wręcz się z nimi zaprzyjaźnić. Tak. To potrafi trwać tak długo.
 Charakterystyczną cechą Pyrkonu jest wszechobecna atmosfera miłości i zrozumienia. Nikt do nikogo nie „panuje” ani nie „paniuje”, można nawet zostać za to zbesztanym. Nieważne czy rozmawiasz z szesnastolatkiem czy czterdziestolatkiem – wszyscy jesteśmy sobie równi, to jedna z podstawowych zasad tego konwentu.
Jest Ci zimno? Chcesz się do kogoś przytulić? Nie ma sprawy! Co dziesiąta osoba chodzi i rozdaje free hugi, możesz korzystać do woli.
 Co godzinę w przeznaczonych do tego salach tematycznych (głównie w pawilonie 15, do którego dostanie się graniczyło z cudem) odbywały się różne prelekcje i panele. Każdy uczestnik imprezy dostał swój plan. Chętni mogli wybierać z naprawdę wielu „dziedzin”. Sala dla początkujących, literacka 1 i 2, anglojęzyczna, komiksowa, konkursowa, RPG i LARP, filmowo-serialowa, gry elektroniczne, naukowa, mangi i anime, gry muzyczne, PGE, warsztatowe (były ich dwie) i strefa
fantastycznych inicjatyw. Do wyboru, do koloru!
 Jeśli ktoś wolał spędzać czas aktywniej, mógł wyjść na plac przed „trójką”. Oddzielone mini-areny pozwalały zatańczyć belgijkę, postrzelać z łuku i wiatrówki, a także oddać krew. Nie zabrakło również większych przedsięwzięć – na głównej arenie (w pawilonie 3a) można było zagrać w Quidditcha, ale i nauczyć się tańców irlandzkich. O pokazach walk (np. na sztylety czy topory) nie wspominam, przecież to zbyt oczywiste.
 Chyba czas wspomnieć o największej i chyba jednej z ważniejszych hal – czyli opowiedzmy w końcu o wystawcach. Kiedy się wchodziło do „trójki”, ogrom wszystkiego przytłaczał. Nie dało się tam oddychać! (Zupełnie jak w sleep roomie). Dało się tam kupić nie tylko komiksy, książki czy POP'y, ale i jedzenie (nawet ciepłe). Oprócz stoisk sprzedażowych, (na antresoli) można było znaleźć wystawy i czytelnie komiksów, pełną różnych, różniastych pozycji. Także takich, które można było przygarnąć.
 Dwadzieścia cztery godziny na dobę aktywny był Games Room. Po odstaniu swojego w kolejce do rejestracji można było wypożyczyć dowolną grę karcianą lub planszową. Tylko trzeba było najpierw znaleźć sobie miejsce – po godzinie 20 stanowiło to nie lada wyzwanie.
 Na każdym kroku cosplayerów było jak mrówków. Z chęcią robili sobie zdjęcia z fanami i przytulali ich. Kto by nie chciał mieć zdjęcia z ulubioną fikcyjną postacią?
 Trzy dni to zdecydowanie za mało na taką fantastyczną imprezę, a co dopiero jeden. Jeszcze na dworcu roiło się pd uczestników, co lekko minimalizowało tęsknotę, jednak już po wejściu do pociągu smutek po rozstaniu się z tym wszystkim.
 Pozostało tylko czekać na kolejny Pyrkon.
Zdjęcie pożyczone od Człowieka Pixela. Ze spotkania fanów Gravity Falls. Ja jestem na górze po lewej. Wiecie, kocie uszka i te sprawy.
Previous
Next Post »

1 komentarze:

Write komentarze
9 czerwca 2016 11:33 delete

Ohh, Pyrkon... Tak bardzo Ci zazdroszczę! Też chciałabym na niego pojechać. Od dawna planujemy ze znajomymi, że w tym roku na pewno nam się uda, a potem wychodzi, co wychodzi... Cóż, mam nadzieję, że w końcu odwiedzimy ten Festiwal.
Stay strong <3

Reply
avatar