Czemu Magnus mnie nie zachwycił (tak jakby mógł)

Źródło.
 Ponad pół roku temu przeczytałam Magunsa Chase'a i Bogów Asgardu: Miecz Lata. I powiem szczerze, że dopiero teraz, kiedy kończę Czerwoną Piramidę, zdałam sobie sprawę, co było nie tak. A że potem przypomniałam sobie, że nie napisałam jej recenzji, robię to teraz. Nie martw się, mam wszystkie notatki, jakich potrzebuję z czasu, kiedy jeszcze ją czytałam w moim magicznym zeszyciku. Także zapraszam na wnioski po przeczytaniu kolejnej powieści wujka Ricka. Enjoy.
 Zacznijmy od tego, że to nie była zła książka. Uwielbiam Ricka, jego pióro i całą tą mitologiczną otoczkę - Percy Jackson... to jedna z moich ulubionych serii i pierwsza książka, którą znalazłam i przeczytałam sama (czyt. nie po poleceniu przez moją siostrę, co dla mnie jest dosyć ważne, bo dzięki niej zaczęłam czytać).
 Wielkie brawa dla Ricka, że stworzył mitologiczny świat i jest totalnie jego. Marvel pokazał swoje wizje takiego Thora, Odyna czy Lokiego i są one baaardzo popularne, więc jestem pełna podziwu, że mimo tego postacie tego autora są kompletnie inne. A mimo to przyjmuje się je z uśmiechem na twarzy. Tak samo zachwycają, bawią i wzruszają. Szczególnie Thor, który obraża swojego filmowego odpowiednika. I Loki, który mimo swojego podłego usposobienia nadal jest inny od tego komiksowego. Tutaj naprawdę duży plus.
Wybacz jakość, zdjęcie robione
 ziemniakiem w pociągu, so...
 Życie pośmiertne i Walhalla to cudo. Serio, wszystko dopięte na ostatni guzik, wszystko tak bajecznie wykończone, że jestem pod wrażeniem. A walkirie... No, brak mi słów. Postacie są różnorodne, a to z każdą kolejną sprawia, że ten świat staje się coraz bardziej realistyczny i pozwala nam się z nimi utożsamić, bo każdy znajdzie swoją ulubioną postać. Bez względu, jaki jest.
 Asgard jest niemożliwie wspaniały. Wszystkie siedem światów. I'm impressed. To wszystko, co jestem w stanie o tym powiedzieć.
 Nie mogę pominąć tego, że akcja toczy się od samego początku. A mimo to ani razu się nie pogubiłam. a autor bardzo ładnie poprowadził to w taki sposób, że wcale nie musimy się zastanawiać, co się dzieje albo kiedy jest ten najważniejszy moment w historii. To wszystko sobie płynie bardzo ładnie, zwięźle, jedno wynika z drugiego i jest dobrze przedstawione. No cóż, Riordan ma już doświadczenie.
 Wspaniałym pomysłem było zrobienie miejsca dla Annabeth w tej historii. W ogóle Rick bardzo umiejętnie łączy wszystkie swoje światy - mitologie. To jest jedno uniwersum, ale nic ze sobą nie koliduje. Według mnie to prawdziwe mistrzostwo z jego strony. A to że potrafi pokazać postacie w nie swoich seriach... Świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie.
 A teraz niestety muszę powiedzieć, co sprawiło, że tak książka nie sprawiła mi takiej radości jak Percy... czy Kroniki Rodu Kane (które właśnie czytam). Z przykrością muszę stwierdzić, że książka, która mogła być tak rewelacyjna. Niestety Magnus jest zbyt podobny do pierwszej serii Ricka. Dostaliśmy odgrzewany kotlet. Z mnóstwem nowych dodatków, odświeżony z wierzchu, ale mimo to to ten sam kotlet. I po kolejnym razie robi się nie smaczny. Rozumiecie, co chcę powiedzieć? Percy - to jedna koncepcja. Kroniki - inna. Magnus - ta sama, co w Percym. Apollo - z tego co mi wiadomo, to również będzie nowa. Przydałby się inny, kolejny szablon w tym szalonym uniwersum. Bo ten sam szkielet psuje trochę radość z czytania.
 Och, a tak w ogóle, to kocham okładkę tej książki!
 Mimo tego ostatniego z zapałem będę śledzić kolejne części i przygody głównego bohatera. Nie mogę się doczekać na Młot Thota! Autor mimo pewnych niedociągnięć nadal trzyma poziom i zaskakuje swoim pojęciem o mitologii oraz umiejętnym łączeniem tego świata z naszym. Serdecznie polecam wszystkim, którym spodobały się inne książki Ricka. Lecz jeśli chcesz dopiero zacząć swoją przygodę z Riordanem... nie zaczynaj od tej pozycji.
 Do przeczytania, do napisania. W przyszłości... Meh.
Stąd wzięte.

Previous
Next Post »