Platformówki mogą być lepsze niż dobre

 Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To pierwsza recenzja gry na moim blogu! A mowa tutaj o grze Limbo. Dorwałam ją na przecenie na Steamie. Była za darmo, ktoś powiedział, że dobra, więc stwierdziłam, że biorę. W końcu każda darmowa gra, to dobra gra. Dzięki temu naprawdę poszerzam swoje nolife'owe horyzonty. Po siedmiu godzinach łącznej gry, główkowania z przyjaciółką, krzyku podczas odwiedzin pajączka i pomocy JJayJokera, mogę nareszcie napisać, jaka to jest dobra gra. Choć nienawiść mocno. 
A tutaj mamy grafikę promującą grę, o ile mnie mózg nie myli.
Źródło.
 Więc... porozmawiajmy o fabule. Chłopiec poszukuje swojej siostry w limbo. Znam dwa wyjaśnienia tego określenia. Jest to miejsce pomiędzy życiem a śmiercią, taka otchłań, zawieszenie lub miejsce, gdzie trafiają zmarłe dzieci, które nie przyjęły chrztu. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że gra sama w sobie nic nam nie mówi o fabule. Włączasz grę i grasz, po prostu. Idziesz dalej, bo... na tym polega gra. To nie jest Tomb Rider, w którym najpierw dostaniesz filmik wyjaśniający, o co biega. Nie ma tak dobrze. Więc w momencie odpalenia gry polecam Wikipedię.
 Sterowanie w grze jest proste i całkiem przyjemne. Poruszamy się strzałkami - w prawo, lewo i skaczemy tą w górę. I tyle, nawet nie kucasz. Ach i wciskając ctrl chwytasz pewne obiekty. Często jest to męczące, kiedy nie wiesz, jak przejść do kolejnego miejsca, ale ma to swój urok.
 Jeśli chodzi o ogólne granie. Muszę przyznać, że gra jest bardzo płynna. Ma swego rodzaju plansze, ale wszystko się zamyka w jednym świecie, choć w różnych lokacjach. Co próbuję powiedzieć to to, że nie mamy przejść z jednego poziomu do drugiego jak w Portalu. Checkpointy są co kilka ruchów, nawet nie wiesz, kiedy się coś zapisuje i kiedy przeszedłeś z jednej planszy w drugą. Nie ściemnia się ekran, nie wchodzisz do specjalnej windy, nie przechodzisz przez żadne drzwi czy cokolwiek innego. Nie. Po prostu idziesz dalej.
Źródło. Całość jest utrzymana w trochę horrorowym tonie. Nie raz moja przyjaciółka śmiała się,
jak podskakiwałam na widok takich słodziutkich stworzonek. Ale nie martwcie się, mało ich jest.

 Nie wiem w zasadzie, czy mogę nazwać tę grę platformówką. Niby internet tak mówi. W ogóle chyba powinnam zacząć od informacji tego typu, ale who cares? To mój blog, będę pisać recenzję, jak mi się podoba. W każdym razie gra wymaga od nas ruszenia głową. Nie mogę porównać tej gry nawet do Portalu, w którym trzeba sporo myśleć. Limbo wymaga od nas myślenia poza schematami i logiki, o którą siebie nie podejrzewaliśmy.
 Cała gra jest przepełniona przerażającym urokiem. Nie ma tu żadnych kolorów. Tylko czarny, biały i odcienie szarości. Naszą planszę i bohatera widzimy w kolorze czarnym. Wszelkie tło czy dodatkowe elementy krajobrazu są bardziej jasne. To jest też jedna z rzeczy, które sprawiają, że ubóstwiam tę grę. Z lasu przechodzimy do jeziora, potem skaczemy po wielkim napisie "HOTEL", kolejnie do miejsc imitujących jakąś elektrownie... Wszystko przechodzi bardzo płynnie i nie wyobrażalnie delikatnie, ten świat tworzy jedną, zgrabną całość i nie ma szans, żeby Cię znudził.
Źródło. Jedna z planszy, o której wspominałam. Wygląda tak... spokojnie.

 Na swojej drodze spotykamy wiele przeszkód. Od rażenia prądem po dzieci, rzucające w nas oszczepami. Wielkie mechaniczne pająki, robaczki przypominające pasożyty wywołujące myśli samobójcze u ślimaków. Nie wiem, kto wymyślił tę grę i co musiał brać, ale to jest genialne w swojej osobliwości. Czekają nas bowiem nie tylko przeszkody w postaci pułapek, ale też zagadek logicznych. To jak niektóre rozwiązania są absurdalne i chorobliwie genialne z innej strony.
 Ostatnie, co muszę powiedzieć to, że jeśli masz słabe nerwy, to nie odpalaj nawet tej gry. Po drodze napotkasz - wisielców, przerażające zmiany muzyki, wielkie mechaniczne pajączki i śmierci polegające na całkowitym rozczłonkowaniu. Ponieważ, co trzeba zaznaczyć, można tu umrzeć na tak wiele sposobów! Jakież to cudowne, prawda? Raz Ci odpada głowa, innym razem wpadasz do pułapki na niedźwiedzie dla ludzi, a kiedy indziej nagle nadziewasz się na wielkie kolce. Uroczo, prawda?
 Reasumując gra jest obłędna. Jeśli masz jakieś zahamowania przed zagraniem w nią, to nie miej. Nawet te krzyki i strach są warte przeżycia tej niesamowitej historii. A dla osób, które już grały: szukałeś teorii o zakończeniu? A może masz swoją własną? Bo ja nadal nie mogę uwierzyć w zakończenie. Co według Ciebie się stało? 
 Dziękuję za przeczytanie notki. Dajcie znać, czy chcesz więcej o grach? Bo moim zdaniem to fajna odmiana. Aaa i jak Ci się podoba mój nowy szablon? Bo ja jestem zachwycona! Tymczasem do napisania, do przeczytania.
Ta gra jest wspaniała. Playdead wypuściło tylko dwie gry. Nie wiem jak Inside, ale ta bije wszelką konkurencję.
Dziękuję studiu za tyle "zabawy" i zniszczenie mi życia. Źródło.


Previous
Next Post »