I am the one with the Force, the Force is with me

 Po roku czekania, nareszcie nastała premiera Rogue One. Niestety. W Poznaniu byłam na 11 dni przed jego wejściem do kin, w Warszawie 4. Musiałam czekać kolejny miesiąc na wejście filmu do kina w moim mieście. Ale oto jestem. I tym razem zrecenzuję kolejny ważny film w popkulturze, choćbym miała pisać cztery tygodnie. Pierwszy dopisek to było "całą noc", ale po skończeniu zmieniłam na faktyczny czas pisania tej notki. A wy co sądzicie o Łotrze 1. Gwiezdne Wojny - historie? Bo ja byłam zachwycona.
TAK wyglądałam po wyjściu z kina. Jeszcze przez 30 minut gadałam z Pawłem, od którego mam tego mema
, jakie to było cudowne (przechowywał go od miesiąca, wiedział, jak dobre to będzie). A było bardzo.
Chciałabym wspomnieć tylko, jak ważny był ten film dla całego uniwersum. No, może bardziej dla marki. Mówił o tym chyba Sev na Comics Wars, a jeśli ktoś inny gdzieś indziej to... nie wiem. To pierwszy film poza główną sagą. Jego wyniki określą, czy uniwersum filmowe skupi się tylko na historii Skywalkera, teraz Rey, i czy dostaniemy więcej filmów pokroju Rogue One lub mającego wyjść za dwa lata filmu o młodym Hanie Solo. Dzięki niemu całe uniwersum może poszerzyć horyzonty, a marka, która już teraz jest kultowa, stać się... Nawet nie wiem, co jeszcze mogłaby osiągnąć, oprócz dania fanom prawdziwego nerdgasmu. Serio, róbcie tego więcej. Nawet shitu, i tak wydamy pieniądze, nie oszukujmy się.
 Myślę, że zacznę od krótkiego opisu fabuły. Nasza główna bohaterka Jyn Erso zostaje odbita z więzienia Imperium. Rebelia prosi ją o pomoc w odnalezieniu jej ojca, który jak się okazuje buduje... Gwiazdę Śmierci, niszczyciela planet. I to by było na tyle, jeśli chodzi o samą historię, co do reszty - pójdź na film.
Źródło. Napiszę to, co wszyscy. Film jest utrzymany w kompletnie innym tonie niż do tej pory filmy z serii.
 Efekty zapierają dech w piersiach, a cały odbiór wizualny... Brak mi słów. To  był majstersztyk w rzeczy samej.
 Jeśli chodzi o samą fabułę, nie jest to cudo. Nie ma może zadziwiających zwrotów akcji, czy rozwiązań, o których się myśli godzinami. Ustalmy coś sobie, to nie jest Iluzja czy inne Ocean's Eleven (oba zresztą serdecznie polecam). Historia ma momenty bardzo dobre, w których oczy świecą się z zachwytu i takie, w których myślisz: "Kurde, nie wpadłabym na to". Ale nie o to tu chodzi. Co było najcudowniejsze? Te małe elementy, easter eggi i wstawki specjalnie dla fanów starej trylogii. Myślałam, że wyjdę się z siebie, kiedy na ekranie zobaczyłam R2-D2 i C-3PO, a K-2 mówiący (a raczej rozpoczynający sentecncję): "I have a bad feeling..." - ach!
  Co jeszcze pokochałam w tym filmie to fakt, że jest ucztą dla oczu. Efekty specjalne są tu świetnie zrobione. Wszystkie statki wyglądają tak, że chciałabym mieć je wszystkie. Wybuchy z jednej strony wyglądają jak ze starej trylogii, co jest urocze, ale nie ujmuje im to dobrego wyglądu i spokojnie mogłyby się mierzyć z, nie wiem, Civil War czy jakimkolwiek innym filmem z dużą ilością wybuchów. Same sceny walki, to cudowne zjawisko. Nie tylko animacje statków, ale i odpowiedni montaż robi swoje. W momencie, kiedy to piszę, wiemy już, że Rouge One dostało nominację do Oscara za efekty specjalne. To musi coś znaczyć.
Żródło. Już trailery nam zapowiedziały świetną rozrywkę. Szczególnie tę pod względem graficznym.
  Ostatnią rzeczą, jakiej omówienia chciałabym się tu podjąć. Sam koncept. Kilka dni (?) przed premierą znalazłam taki piękny list. Już wtedy sam fakt spojrzenia na Gwiazdę Śmierci od strony architekta był dla mnie absurdalnie prosty, ale i wspaniały. Przecież ktoś to musiał zbudować i wymyślić. Kompletnie nikt się nie zastanowił nad tym, że Gwiazda Śmierci została rozwalona tylko dzięki Luke'owi, bo czemu ktoś miałby to robić? Przez to ten film nie tylko rozbudowuje uniwersum, ale dzięki niemu możemy spojrzeć w inny sposób na główną historię, szczególnie na Nową Nadzieję.
 Rebelia została nam pokazana od innej strony. Tej upartej, ale też walecznej. Zakochałam się w tym filmie właśnie ze względu na jego inny pogląd na sprawy i tę historię. Historię Rebelii, której nie znaliśmy. Jyn stała się symbolem nadziei i odwagi. Nie tylko dla innych postaci, ale także dla widzów. To było rozbudowanie uniwersum, jakiego potrzebowaliśmy po skasowaniu expanded universe.
Źródło. Teraz czekam na film o Hanie Solo. Jest bardziej ryzykowny, w końcu to ikoniczna postać, ale widowisko może naprawdę odwalić kawał dobrej roboty. Oczywiście wcześniej czek nas The Last Jedi.
 Reasumując. Film zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Być może nie jestem wybitnie wymagającym widzem, ale jestem fanką Gwiezdnych Wojen, a to chyba w tym wszystkim najważniejsze, bo to właśnie dla nas są te filmy. Dla fanów. Dla tych geeków i nerdów, którzy czekają i odliczają dni do następnej premiery, którzy chodzą do kina po kilkanaście razy na ten sam seans. Dla tych świrów, którzy przeanalizują każdą jedną sekundę filmu i godzinami będą snuli teorie lub kłócili się o to, co będzie w kolejnym epizodzie.
  Tymczasem - jeśli jeszcze go nie widzieliście, macie zobaczyć to cudo.
 Do napisania, do przeczytania.
Źródło.  Niech Moc będzie z Wami i ze mną, abyście nie musieli długo czekać na kolejną notkę.
Choć według moich jakże zmiennych czasem planów, powinna się ukazać za parę dni.
Previous
Next Post »

1 komentarze:

Write komentarze
Paweł Rogala
AUTHOR
11 lutego 2017 19:43 delete

Premiera filmu 15 grudnia.
Film obejrzany 6 stycznia.
Wpis opublikowany 11 lutego.
Miesiąc i pięć dni żeby napisać 5096 znaków.
Długo?
Jakość w pełni usprawiedliwia.

Reply
avatar